Facebook

postheadericon WYWIAD: Nigdy nawet nie śniłem, aby być urzędnikiem

Tadeo-Wojda-SAC-062.jpgZbliżająca się uroczystość liturgicznego wspomnienia św. Wincentego Pallottiego dla każdego pallotyna jest okazją do odkrycia w sobie tego szczególnego powołania. Powołania w Kościele do bycia pallotynem. Jak czytamy we wprowadzeniu do Prawa SAC św. Wincenty Pallotti został obdarzony darami i natchnieniami, aby wspierał Kościół w wypełnianiu jego posłannictwa. Jako pallotyni staramy się to czynić wszędzie tam gdzie Bóg nas pośle. A zakres naszych prac apostolskich jest określony przez potrzeby Kościoła. W tym szczególnym czasie dla nas pallotynów rozmawiam z ks. Tadeuszem Wojdą SAC o byciu pallotynem, o pracy dla Kościoła powszechnego, o wyzwaniach Kościoła.

Rozpoczynając tą rozmowę tradycyjne można zapytać o początki, o właściwy fundament dzisiejszego Księdza życia. Jak to się stało, że został Ksiądz Pallotynem? Co wpłynęło na tą decyzję zostania Księdzem i jednocześnie pallotynem?

Ks. Tadeusz Wojda SAC: Moja Pallotyńska droga powołania wiąże się z ks. Janem Nowobilskim, kapłanem diecezji kieleckiej, wikariuszem w rodzinnej parafii, Brzezinach pod Kielcami. Był dla nas wzorem kapłana światłego i świątobliwego. Jako wikariusz w parafii, gromadził wokół siebie wiele młodzieży. Szczególną troską otaczał ministrantów, do których i ja należałem. Organizował spotkanie, pielgrzymki, zawody sportowe, rozrywki, zachęcał nas zawsze do czytania książek. Kiedy pod koniec siódmej klasy szkoły podstawowej, rok 1971, poprosiłem go o pomoc w wyborze Seminarium Duchownego, do którego miałem zamiar wstąpić, po krótkim namyśle powiedział: do Pallotynów albo do Bernardynów. Przyznam, że niewiele wiedziałem o wymienionych Zgromadzeniach. Takie były czasy, prasa katolicka prawie nie istniała, więc nie było dostępu do informacji o charakterze religijnym. Ks. Nowobilski napisał list do obu Zgromadzeń i zawyrokował „skąd nadejdzie szybciej odpowiedź, tam pójdziesz”. Po kilku dniach w moim domu pojawili się ks. Józef Leśniak z ks. Tadeuszem Madoniem i tak rozpoczęła się moja pallotyńska przygoda. Kilka lat później, na moje pytanie dlaczego wybrał Pallotynów, ks. Nowobilski wyznał, że sam kiedyś myślał o pallotynach, dlatego że był pod urokiem swojego wuja, ks. Stanisława Szulmińskiego. Niedługo potem, ks. Nowobilski zmarł na raka.

Po seminarium w Ołtarzewie i święceniach 8 maja 1983 roku, w jakie miejsce Ksiądz został skierowany przez Przełożonych? Może z tym wiążą się jakieś szczególne wspomnienia?

Po święceniach kapłańskich zostałem skierowany na miesięczne zastępstwo do Ożarowa Mazowieckiego, następnie na pierwszą placówkę do Warszawy, na Skaryszewską, z którą niestety musiałem się pożegnać po zaledwie czterech miesiącach. Zostałem tam skierowany razem z kolegą kursowym, ks. Tadeuszem Domańskim, który po roku wyjechał na misje do Brazylii. Praca duszpasterska, bycie z ludźmi, katecheza zwłaszcza z dziećmi i młodzieżą przynosiły mi wiele satysfakcji. Niestety, ks. Prymas Glemp, ordynariusz warszawski, nie udzielił nam jurysdykcji, bowiem z racji na skomplikowaną sytuację duszpasterską w Warszawie, nie udzielał jej też i swoim neoprezbiterom. Z Warszawy zostałem zatem przeniesiony do Sekretariatu Misyjnego w Ząbkach. Ząbki żyły misjami, tu oddychało się duchem misyjnym. Kontakt z misjonarzami, bogata lektura o misjach, Wieczerniki Misyjne dla młodzieży, niedziele i katechezy misyjne, sprawiały, że i ja stawałem się misjonarzem. Ta prace pochłaniała mnie i otwierała przede mną nowe perspektywy. Muszę tu podkreślić wspaniałą atmosferę, jaka panowała wówczas w Ząbkach. Niestety i w tej wspólnocie nie było mi dane pozostać na dłużej. Już w maju 1984 ówczesny rektor, ks. Stanisław Kuraciński, oznajmił mi, że decyzją Rady Prowincjalnej, zostałem skierowany na studia Misjologii do Rzymu, gdzie dotarłem w sierpniu, aby podjąć naukę języka włoskiego, a następnie studia na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim.

Po studiach w Rzymie, obronie doktoratu na Uniwersytecie Gregoriańskim przychodzi czas na pracę w strukturach kurii watykańskiej. Takiej pracy raczej nie dostaje się z ogłoszenia w gazecie. Jak to się stało, że zaczyna Ksiądz pracę w Kongregacji Ewangelizacji Narodów?

Mój kontakt z Kongregacją rozpoczął się na początku 1989 roku. Kończyłem właśnie doktorat. Poprosiłem ks. Prowincjała o wyjazd na kilka lat do Afryki, aby ubogacić moje studia z misjologii o aspekt praktyczny, duszpastersko-misyjny. Otrzymałem odpowiedź pozytywną, ale tylko na kilkumiesięczny podróż po Afryce, ale nie na stałą prace. Zaplanowałem wyjazd do 5 krajów afrykańskich, do których jednak podróż była droga. Ks. Kuraciński zdecydował, że udamy się razem do Papieskich Dzieł Misyjnych w Rzymie i poprosimy o sfinansowanie podróży. Zamiar okazał się trafny. Ówczesny Sekretarz Papieskiego Rozkrzewiania Wiary, ks. prałat Fernand Franck, obiecał zapłacić za bilet. Po odbytej podróży poszedłem, aby mu podziękować i zrelacjonować moje doświadczenie. Na koniec powiedział, że chciałby się spotkać z moim przełożonym. Okazja się nadarzała, gdyż dwa tygodnie później miała być Kapituła Generalna. W czasie spotkanie z ks. prowincjałem Czesławem Parzyszkiem, poprosił o pozostawienie mnie do pracy we wspomnianym Papieskim Dziele. Odpowiedź była pozytywna i tak 2 stycznia 1990 r. rozpocząłem prace w Papieskim Dziele Rozkrzewiania Wiary. W sierpniu 1991 roku, sekretarz Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, ks. abp Josip Uhač wziął mnie jako osobistego sekretarza i tym sposobem znalazłem się w Kongregacji, w której pracuje po dzień dzisiejszy.

W ostatnim czasie modne lub może lepiej bardzo popularne stało się określenie Nowa Ewangelizacja. Jaka jest relacja Ewangelizacji i Nowej Ewangelizacji? Szczególnie z perspektywy Księdza pracy. Kongregacja ds. Ewangelizacji Narodów chyba żywo jest zainteresowana Nową Ewangelizacją?

Zasadnicza różnica między ewangelizacją i nową ewangelizacją polega na tym, że pierwsza jest skierowana do tych ludów i grup społecznych, do których Ewangelia dotarła całkiem niedawno, gdzie lokalny Kościół nie są jeszcze wystarczająco uformowane, nie są samowystarczalne i potrzebują wielowymiarowego wsparcia. Stąd nazywane są Kościołami pierwszej ewangelizacji lub misji ad gentes. Dzisiaj jest ich jeszcze wiele. Nowa zaś ewangelizacja jest skierowana ku krajom chrześcijańskim, które utraciły świeżość i entuzjazm wiary, i dlatego potrzebują nowego powiewu misyjnego, aby na nowo rozbudzić w nich ducha chrześcijańskiego. Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów  jest oczywiście zainteresowana nową ewangelizacją, bowiem, jak ktoś trafnie określił, zarówno pierwsza jak i druga stanowią dwie nogi, na których kroczy Kościół.

Pracując na tak ważnym stanowisku, ma Ksiądz wiele okazji przeważnie wynikających z funkcji służbowych do tego by spotkać się z Papieżem Franciszkiem. Jakim człowiekiem w Księdza oczach jest nowy Papież?

Rzeczywiście miałem okazję już spotkać kilkakrotnie papieża Franciszka. Jest to człowiek, który odzwierciedla ducha latynoamerykańskiego, pełnego życzliwości, bezpośredniości, otwartości, nie zważającego na konwenanse. Śledzi z uwagą sprawy, które mu są relacjonowane. Mogłem się przekonać o jego zatroskaniu o dobro Kościoła, dotykają go dogłębnie problemy, reaguje na nie ekspresywnie. Nie waha się podejmować decyzji nawet jeśli są one niepopularne.

Sceptycy mogą powiedzieć. No tak ksiądz, człowiek wyświęcony po to, by odprawiać msze, spowiadać, sprawować sakramenty staje się „urzędnikiem” i zapomina o tym wszystkim, do czego został wyświęcony. Pracując w Kurii Papieskiej jest szansa na zaangażowanie duszpasterskie?

Wszystko zależy od tego, jak sobie ktoś zorganizuje swoje „życie” w Kurii. Osobiście nigdy nawet nie śniłem, aby być „urzędnikiem”. Mojej wizji kapłaństwa odpowiadała bardziej praca duszpasterska, parafialna, a studia miały w tym tylko dopomóc. Pan Bóg niekiedy ma jednak wobec człowieka inne plany i trzeba się z tym zgodzić. Kilka miesięcy po rozpoczęciu pracy w Kurii podjąłem się głoszenie dni skupienia dla jednej ze wspólnot zakonnych żeńskich i czynię to już 24 lata! Od blisko 18 lat pełnię też obowiązki kapelana w ośrodku dla upośledzonych przy Włoskim Czerwonym Krzyżu. Czasowo, na ile praca mi pozwala, podejmuje też wiele innych obowiązków duszpasterskich, które sprawiają, że czeję się kapłanem w pełni zrealizowanym.

22 stycznia, jako Rodzina Pallotyńska będziemy świętować liturgiczne wspomnienie Św. Wincentego Pallottiego. Co dziś nasz charyzmat, nasza rodzina pallotyńska może dać Kościołowi powszechnemu?

W dobie „specjalizacji posług” również duszpastersko-charyzmatycznych, sądzę, że nasz charyzmat nie został wcale wyczerpany. O ile laikat w krajach zachodnich osiągnął już jakiś poziom odpowiedzialności w Kościele i za Kościół, to w krajach misyjnych jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia w tym zakresie. Jako Pallotyni prowadzimy wiele misji, w których powinniśmy się koncentrować na formacji laikatu. Pracując w Watykanie, wielokrotnie słyszałem, że specjalistami od laikatu są Pallotyni. Nie sądzę, abyśmy już spełnili swoje zadanie, a jeśli nie, to trzeba zatroszczyć się, aby konkretnymi inicjatywami odpowiadać na wielkie zapotrzebowanie w tym względzie, zwłaszcza na misjach.

„Marzenia są jak słońce oświecają nam dni naszego życia”. Jakie są Księdza marzenia, jako człowieka, pallotyna, księdza?

Jak każdy człowiek, tak i ja mam swoje „sny w szufladzie”, które czekają na ich realizację.  Często nie staram się o nich myśleć, głównie z racji na brak czasu, ale może kiedyś, jak Pan Bóg pozwoli, będą mogły być zrealizowane. Przede wszystkim, w tej chwili zadawalam się możliwością służby Dziełu misyjnemu Kościoła. Odbieram to jako swego rodzaju misję, w której wypełnia się moja posługa zarówno jako pallotyn,  jak i kapłan.

Rozmawiał: ks. Michał Siennicki SAC

 
WARTO WŁĄCZYĆ SIĘ
WARTO POSŁUCHAĆ
WARTO WIEDZIEĆ
Reklama