Facebook

postheadericon WSPÓŁBRACIA: Moje wyprawy duszpasterskie na wschód

zak-kleosin.jpgPierwszy raz za wschodnią granicę Polski wyjechałem w sierpniu 1976 r.  Najpierw nawiedziłem Wilno, korzystając z zaproszenia i gościnności rodziny br. Franciszka Dziczkiewicza. Przez trzy dni zwiedzałem to piękne miasto i modliłem się w Ostrej Bramie.

Czwartego dnia udałem się do zakonspirowanego klasztoru Sióstr Eucharystek, aby przekazać list od naszego br. Jerzego Sawickiego dla jego siostry. W domu sióstr spotkałem się z ks. Józefem Obrębskim i ks. Stanisławem Lidysem, którzy zaprosili mnie do pracy duszpasterskiej w swoich parafiach. Do końca pobytu w Wilnie odprawiałem codziennie kilka Mszy św. w zakonspirowanych domach sióstr zakonnych w Wilnie oraz przez dwie niedziele w kościele Niepokalanego Poczęcia na Zwierzyńcu, w Mejszagole i Suderwie, gdzie poznałem ks. Adolfa Trusewicza.

Mając zaproszenie do Wilna nie wolno było wyjeżdżać poza rejon wileński, ale potrzeby duszpasterskie sprawiły, że nielegalnie robiłem wypady na teren Republiki Białoruskiej i Łotewskiej. Podobnie było podczas następnych wyjazdów do Wilna w 1978, 1980, 1988 i 1989 roku. W 1988 i 1990 zahaczyłem nawet o kawałek Rosji w Leningradzie.

NIEZWYKŁA PODRÓŻ DUSZPASTERSKA NA UKRAINĘ

W ostatnim tygodniu października 1989 roku, przed wyjazdem na rekolekcje do Częstochowy, zadzwonił do mnie ks. Jan Pałyga, że trzeba jechać do Żytomierza najpóźniej na Wszystkich Świętych, bo ks. Aleksander Milewski wyjechał do Rzymu, aby 1 listopada, w czasie trwającej Kapituły Generalnej złożyć w trybie nadzwyczajnym pierwszą profesję w SAK. Powiedział mi, że ks. proboszcz Jan Purwiński został sam i potrzebna jest pomoc przynajmniej dwóch księży. Odpowiedziałem, że po powrocie z rekolekcji mogę jechać, ale zanim wrócę z rekolekcji niech ksiądz szuka jeszcze kogoś więcej. Gdy wróciłem do Ołtarzewa zadzwoniłem do ks. Jana Pałygi pytając, czy znalazł kogoś. Odpowiedział, że  nie znalazł i ja mam szukać. Był już 30 października, więc zapytałem ks. Tadeusza Skwarka i ks. Marka Strzeleckiego, czy pomogliby ratować sytuację i jechać ze mną do Żytomierza. Chętnie zgodzili się. Na szczęście wszyscy trzej mieliśmy zaproszenia, ale został  problem jak jechać, bo na kupienie biletu na pociąg nie było szans. Pozostał tylko samochód.

Pomimo różnych opowieści o perturbacjach jakie mieli wjeżdżający samochodami na teren ZSRR, spakowaliśmy się i 31 października o godz. 5.00 wyruszyliśmy z Ołtarzewa w kierunku granicy w Terespolu. Po drodze, w Białej Podlaskiej, wykupiliśmy ubezpieczenie i po przekroczeniu granicy na Bugu znaleźliśmy się w ZSRR. Ominęliśmy Brześć, a przejeżdżając przez Kobryń obok kościoła zatrzymaliśmy się. Był zamknięty, ale przy kościele stał polowy ołtarz, który był zwiastunem Pierestrojki. Dojeżdżając do Łucka zauważyliśmy w mieście budowlę z wysoką kopułą. Skręciliśmy w jej kierunku, a kiedy przy drzwiach spotkaliśmy kobietę, dowiedzieliśmy się, że to katedra, którą sowieci zamienili na muzeum ateizmu i właśnie dziś oddali. Weszliśmy i zobaczyliśmy niesamowity widok. Z wielkim zapałem ludzie rozwalali żelbetową kopułę zbudowaną w miejscu prezbiterium. Spieszyli się, żeby następnego dnia w uroczystość Wszystkich Świętych, można było odprawić Mszę św.

My też spieszyliśmy się ruszając w dalszą drogę, aby jak najszybciej dojechać do Żytomierza.

Po 14–stu godzinach jazdy dotarliśmy do żytomierskiej katedry, ale wejść się nie dało, była zatłoczona ludzie stali w drzwiach. Poszliśmy więc z drugiej strony szukać zakrystii. Po naciśnięciu dzwonka drzwi otworzyły się i pan w komży zapytał:– Czy to może księża z Polski? Tak. – odpowiedzieliśmy. O to dobrze, niech księża się ubiorą w komże i idą spowiadać, bo ks. proboszcz odprawia Mszę św. Ruszyliśmy do konfesjonałów i spowiadaliśmy do godz. 23.00.  Po Mszy św. dołączył do nas ks. proboszcz Jan Purwiński, z którym przywitaliśmy się, gdy razem z nami wyszedł z konfesjonału. Zaprosił nas na kolację i pokazał nam gdzie mamy spać. Na rozmowy nie mieliśmy sił i czasu, bo dowiedzieliśmy się, że rano od godz. 7.00 zaczniemy wszyscy spowiadać. Każdy miał tylko przerwę na odprawienie Mszy św. i śniadanie, a potem dalej spowiadaliśmy, aż do godz. 23.00. Była tylko krótka przerwa na obiad, a kolację jedliśmy razem z ks. proboszczem po godz. 23.00.  Spowiadaliśmy tego dnia 14 godzin. Następnego dnia również spowiadaliśmy od godz. 7.00 do 23,00 z przerwą na Mszę św., śniadanie i obiad oraz przejazd do innych kościołów.

W pierwszy piątek listopada spowiadałem w katedrze, a kiedy miałem wyjść do ołtarza, aby odprawić Mszę św., przyszedł z konfesjonału do zakrystii ks. proboszcz i mówi, że jest w kościele wyznaniowy z KGB, to może nie iść. Odpowiedziałem, że ja mam zaproszenie do Żytomierza, więc jestem tu legalnie i nie boję się. W modlitwie wiernych pomodliliśmy się za tych, którzy prześladują wyznawców Chrystusa. Widocznie ta modlitwa pomogła, bo po niej ten pan z KGB od spraw religii wyszedł z kościoła.

Moi współbracia; ks. Tadeusz Skwarek i ks. Marek Strzelecki pojechali do innych kościołów.  W jednym z nich zadziałało KGB. Oczekującym ludziom na przyjazd księży powiedział jakiś KGB-ista, żeby się rozeszli, bo ci księża z Polski zostali zaaresztowani i nie przyjadą. Ludzie nie uwierzyli i cierpliwie czekali, modląc się. Doczekali się, księża przyjechali; ks. Tadeusz Skwarek spowiadał, a ks. Marek Strzelecki odprawiał Mszę św. Po jej zakończeniu przyszedł do zakrystii, a za nim jakiś pan z pytaniem – Jakim prawem wy odprawialiście, pokażcie dokumenty? Ks. Marek, jak przystało na byłego komandosa, nie dał się zastraszyć i powiedział – Niech pan mi pokaże swoje dokumenty, bo ja nie wiem kim pan jest. A on na to, – Ja zaraz pójdę po milicje. Wtedy kierowca przewożący księży powiedział – Niech pan idzie szybko, bo my zaraz odjeżdżamy. Taka odzywka była możliwa, bo ludzie poczuli, że zaczyna się Pirestrojka. Po tych przygodach moi współbracia wrócili do katedry i spowiadaliśmy do godz. 20.00. Kiedy już zniknęły kolejki, przyszła do spowiedzi pewna pani i mówi: – Ojczeńka, ja przedwczoraj się spowiedała, ale skoro nie ma kolejki, to ja przyszła.

Tego dnia mogliśmy zjeść kolację o przyzwoitej godzinie i porozmawiać z ks. proboszczem, a następnego dnia o godz. 4.00 wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski, gdy KGB-iści jeszcze spali.

Zajechaliśmy po drodze do katedry w Łucku, żeby zobaczyć, co ludziom udało się zrobić przez te trzy dni. Widok był niesamowity. Gruzy usunięte, prowizoryczny ołtarz w prezbiterium pięknie ozdobiony, zawieszone obrazy na bocznych ścianach. Środkiem katedry położony był chodnik. Dowiedzieliśmy się, że było dużo ludzi na Mszach św. w te świąteczne dni.

Wspaniałe świadectwo wiary katolików prześladowanych przez kilkadziesiąt lat, wiernych Bogu i Kościołowi, których spotkaliśmy na Ukrainie uradowało nasze serca. Cieszyliśmy się, że mogliśmy usłużyć tym ludziom, katolikom i w większości naszym rodakom.

Ks. Stanisław Rudziński SAC

 
WARTO WŁĄCZYĆ SIĘ
WARTO POSŁUCHAĆ
WARTO WIEDZIEĆ
Reklama